poniedziałek, 3 października 2016

#8 Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes

Im więcej osób próbuje mi powiedzieć, że przeczytana przez nich książka jest niesamowita, wybitna, tu wstaw inny przymiotnik, tym mniejszą mam zwykle ochotę, by po nią sięgnąć. Jeżeli nie brzmi dla mnie wystarczająco interesująco, prawdopodobnie dam sobie z nią spokój. W przypadku Zanim się pojawiłeś było nieco inaczej. Zaczęło się od traileru filmu, po którym wiedziałam, że MUSZĘ to przeczytać. Dawno tak bardzo nie czułam się zaintrygowana jakimś tytułem. No i sięgnęłam.

Co robisz, jeśli chcesz uszczęśliwić osobę, którą kochasz, ale wiesz, że to złamie twoje serce?

Jest wiele rzeczy, które wie ekscentryczna dwudziestosześciolatka Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni Bułka z Masłem i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka. Lou nie wie jednak, że za chwilę straci pracę i zostanie opiekunką młodego, bogatego bankiera, którego losy całkowicie zmieniły się na skutek tragicznego zdarzenia sprzed dwóch lat.

Will Traynor wie, że wypadek motocyklowy odebrał mu chęć do życia. Wszystko wydaje mu się teraz błahe i pozbawione kolorów. Wie też, w jaki sposób to przerwać. Nie ma jednak pojęcia, że znajomość z Lou wywróci jego świat do góry nogami i odmieni ich oboje na zawsze.
(opis z lubimyczytac.pl)

Pierwsza, ale chyba najważniejsza sprawa (tu szykuję fortecę z poduszek, czekając na krytykę) – nie lubię głównej bohaterki. ZNOWU. Mam ogromny problem z Lou i nie wiem, czy to ja jestem wybredna, czy kreacje kobiece po prostu do mnie nie trafiają. Louisa z założenia ma być osobą lekko nieogarniętą życiowo, roztrzepaną, ale równocześnie optymistyczną i pełną życia. Ma mieć problem z asertywnością, a jednocześnie własne zdanie w kwestii gustu. O ile przebija do mnie ta radość, widzę i współczuję jej niemożności do powiedzenia nie, to równocześnie zgrzytam zębami czytając o jej głupocie. Przykro mi, ale Lou jest dla mnie tępa i irytująca. Nie chciałabym w żaden sposób tutaj ujawniać fabuły książki, ale każdy pomysł na jaki wpadała brzmiał niezwykle słabo. Tu trochę się doczepię do samej treści powieści – próba zrobienia czegoś dobrego dla Willa? Tak, jak najbardziej. Wykonanie? Niekoniecznie.
Z drugiej strony jest Will, sarkastyczny, wiecznie obrażony i wymagający od wszystkich, tylko nie od siebie. Zwykle to do tych postaci odczuwam większe przywiązanie, stąd też moja nić sympatii skierowana w jego stronę. Szkoda tylko, że zakończeniem mocno ją zmarnował. Rozwój postaci na kartach powieści jest według mnie niesamowicie interesujący i kiedy już myślałam, że dostanę wszystko, czego pragnę na srebrnej tacy... BOOM, jednak nie. Miałam to nieszczęście, że ktoś bezczelnie zaspoilerował mi, co się stanie na końcu. A mimo to i tak byłam zdziwiona.

Nie chciałabym brzmieć jak wiecznie narzekająca stara ciotka (co ostatnio mi się zdarza, patrząc na większość recenzji, haha), więc powiem wprost: lubię styl autorki. Zanim się pojawiłeś czytało mi się niezwykle szybko i przyjemnie. Fabuła idzie do przodu nie za szybko, ale też nie za wolno. Prostota języka oraz urzekające poczucie humoru bohaterów są zdecydowanie największymi zaletami tej książki. To trochę jak pierwsze promienie słońca przebijające się przez bure chmury po ogromnej ulewie. Taki promyczek delikatnie łaskocze ciepłem skórę, przez co momentalnie się uśmiechasz. I chociaż główna bohaterka mnie drażniła, nie mogłam przestać czytać. Przyznaję, wciągnęłam się. Chyba podświadomie liczyłam, że książka skończy się inaczej, a moja znajoma mnie okłamie w sprawie zakończenia. Nie uroniłam może łez, o czym ciągle czytam w recenzjach zarówno książki jak i filmu. Właśnie, wciąż nie sięgnęłam po ekranizację. Nie jestem jednak pewna, czy chcę. Mam już swój zarys w głowie i przy nim zostanę.

Podsumowując: wbrew pozorom nieźle się bawiłam! Nie jest to może najlepszy romans, po jaki sięgnęłam w ostatnim czasie. Zdecydowanie mogłabym w tym miejscu wymienić kilka tytułów o wiele bardziej wartych uwagi niż Zanim się pojawiłeś. Jest to książka, którą umieściłabym gdzieś pomiędzy średnią, a dobrą. Zależy, jakie się ma wobec niej oczekiwania. To nie jest powieść wysokich lotów, ale ma swój czar w postaci właśnie ciepła, jakie ze sobą niesie. Szybka, niedługa lektura. A im bardziej patrzę na pogodę za oknem, tym bardziej przekonuję się, że idealna właśnie na takie bure dni.

U Was też tak pada? Jak Wam się podobała książka? Dajcie koniecznie znać, co sądzicie.
Chciałam Was również zapytać o tzw. content bloga. Chcielibyście poczytać coś konkretnego?

3 komentarze:

  1. Książka mi się spodobała i uważałam, że jest inna póki nie obejrzałam filmu "Nietykalni". Ale najgorsze jest to, że tytuł drugiej części jest spoilerem pierwszej. :3
    Buziaki :*
    Fantastic books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nietykalni są dla mnie dobry poziom wyżej niż Zanim się pojawiłeś :). A drugiej części chyba nie przeczytam - myślę, że zakończenie jest dobre, otwarte i daje pole do popisu dla wyobraźni. Nie chcę tego psuć! Dzięki za wizytę :)

      Usuń
  2. Jeszcze jej nie dopadłam, ale skoro jak mówisz Lou to raczej irytujący typ, to nie wiem czy mimo wszystko się skuszę. Główne bohaterki przeważnie mnie od siebie odrzucają.
    Za to recenzja, bardzo przyjemna. :)
    Pozdrawiam, Dominika.

    OdpowiedzUsuń

Come and join me