Pokazywanie postów oznaczonych etykietą galeria książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą galeria książki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 sierpnia 2016

#3 UWIĘZIONA W BURSZTYNIE - DIANA GABALDON

Macie czasem ochotę cofnąć się w czasie? Móc zobaczyć jak żyli ludzie kilkaset lat wcześniej, być świadkiem wydarzeń rozgrywających się dla nas wyłącznie na kartkach podręczników do historii? Ja mam, nawet całkiem często. Głównie dlatego, że jest zbyt wiele miejsc i okresów, które chciałabym zobaczyć. Zaczynając od starożytnego Rzymu, przez renesansowe Włochy, carską Rosję i rewolucyjną Francję, kończąc na drugiej wojnie światowej i Ameryce lat 60. XX wieku. Mknęłabym jak duch, patrząc z boku.
Nie zawsze jest to jednak możliwe. I boleśnie przekonuje się o tym Claire Randall-Fraser, która swoją obecnością w przeszłości może zmienić losy Szkocji.

Jest rok 1968. Claire Randall powraca wraz z dorosłą córką Brianną do Szkocji. Tu pragnie wyznać prawdę równie zaskakującą, jak wydarzenia, które ją zrodziły: prawdę o starodawnym kręgu kamiennym, miłości przekraczającej granice czasu i szkockim wojowniku Jamesie Fraserze.
Ale jest też rok 1745. Claire udaje się do Paryża, aby zapobiec skazanemu na klęskę powstaniu w Szkocji pod wodzą księcia Karola Stuarta. Chce ocalić córkę i mężczyznę, którego kocha. Czy jej się to uda?

Obcą czytałam rok temu, udając że uczę się do sesji letniej na pierwszym roku studiów. Wyszło mi to chyba na dobre, ponieważ zdałam ją podejrzanie łatwo, a ponadto dobrze bawiłam się przy lekturze. Z tego co się zorientowałam, każdy kolejny tom po drugiej części ma już ponad 1000 stron, co brzmi jak nie lada wyzwanie. Aczkolwiek, po drugim tomie, jestem niemal pewna, że serię kontynuować będę.

Nie będę ukrywać, że Uwięziona w bursztynie nie jest książką najwyższych lotów. Styl Gabaldon jest przyjemny, powieść czyta się naprawdę szybko i strony mijają w mgnieniu oka, a to spora cegiełka. Nie wymaga on jednak od czytelnika zbyt wiele uwagi na drobne szczegóły, ponieważ fabuła choć pełna akcji, nie jest mocno skomplikowana. Początkowo czułam się zagubiona zaczynając czytanie, ale to wina przerwy między książkami w moim 'rozkładzie jazdy'.
Nie jest też lekturą dla osób, które wątek romantyczny uznają za zbędny w powieści. Relacja Claire i Jamiego opiera się na wielu czułych słówkach, fizyczności i obecności drugiej osoby. Nie można powiedzieć, że to tylko romans. Tych dwoje łączy więcej niż widać na pierwszy rzut oka, ich związek jest głębszy i wydaje mi się, że również w tym tomie dojrzalszy. Lubię tego spokojniejszego Jamiego, wyjątkowo wydaje mi się, że to Claire ma większy temperament. Zaskakujący efekt jak na Angielkę.

Diana Gabaldon zręcznie wplata swoje wątki w historię Anglii i Szkocji osiemnastego wieku. Moja znajomość tego okresu jest niestety dość znikoma, więc przyjemnością było móc zagłębić się w ten temat z taką dokładnością. Do gustu przypadło mi również poczucie humoru bohaterów, niewymuszone, zadziorne i całkiem sarkastyczne. Dokładnie takie, jakie lubię.

Po raz kolejny utwierdzam się także w przekonaniu, że postaci drugoplanowe są niekiedy lepiej rozrysowane niż te główne. Stąd też moja sympatia do mrukliwego, gburowatego Murtagha oraz energicznego i bezczelnego Fergusa. Naprawdę ciężko ich znielubić. Doskonale równoważą drobne ubytki w kreacji Jamiego i Claire.
Autorka po raz drugi mile mnie zaskakuje, tworząc kobiece bohaterki. Nie są to ani przekoksowane do bólu bohaterki mogące zrobić wszystko ot tak, ani puste, bezwolne panienki myślące tylko o przelotnym romansie. Naczytałam się ostatnio książek pełnych kiepskich kobiecych wzorców, dlatego Claire i jej historia była doskonałą odskocznią. Jest odważna, wciąż zdezorientowana w nowym, otaczającym ją świecie, ale mimo tego daje sobie świetnie radę. Mniam.

Do kontynuacji serii zawsze staram się podchodzić z pewną ostrożnością, ponieważ często są one nietrafione i nastawione niestety tylko na komercję. Rzadko udało mi się pokochać kolejne części bardziej niż otwierające tomy. Uwięziona w bursztynie nie jest tym wyjątkiem. Wciągnęła mnie mniej niż Obca, ale nie uważam, że to zła książka. To dobra kontynuacja, ale nie rzucająca na kolana. Polubiłam jednak bohaterów i fabułę, dlatego na pewno sięgnę po trzeci tom. A potem? Kto wie. Jestem zadowolona, że sięgnęłam po tę serię. Polecam, bo warto dla samej fabuły.

sobota, 30 lipca 2016

#1 Greccy Bogowie wg Percy'ego Jacksona - Rick Riordan, John Rocco

Uważam się za osobę całkiem dojrzałą i taką, która wie, czego chce od czytanej przez nią książki. I chociaż częściej sięgam po tytuły coraz to trudniejsze, wymagające, to jednak z wielką przyjemnością zawsze wracam do dobrze napisanych książek młodzieżowych. Podkreślam, dobrze. Wujka Ricka i jego niesamowicie długie serie o półbogach i mitologii poznałam w gimnazjum i od tego czasu staram się być zawsze na bieżąco. Ba, jedna moja półka jest zapchana Riordanem. Doceniam jego przyjemny, lekki styl, niezobowiązujące, ironiczne poczucie humoru i kompetentnie wykreowanych bohaterów. Nie ukrywam, że Percy był moim pierwszym, większym fandomem po Harry'm Potterze. Jestem w trakcie uzupełniania dodatków do tej serii i jakoś udało mi się po trudach dorwać Greckich Bogów.

Mity greckie otaczają nas z każdej strony. Nie da się w dzisiejszych czasach nie dostrzec aluzji i inspiracji starożytnymi opowieściami o bogach i ich życiu. Jednak młodzież nie zawsze wydaje się być zainteresowana tym, co stworzyło fundamenty współczesnej cywilizacji. Tak, tak, wiemy że jest Zeus, ktoś strzela piorunami, gdzieś przewinął się Olimp. Nic więc dziwnego, że niejaki wydawca z Nowego Jorku poprosił Percy'ego o spisanie mitów w bardziej przystępnej formie. I w taki oto sposób dociera do nas książeczka.

Jeśli chodzi o pisaninę Riordana, to mogę powiedzieć tylko jedno – ten zbiór to kwintesencja jego humoru przelana w słowa Percy'ego. Książkę czyta się szybko (udało mi się ją machnąć w jeden dzień, a wcale cienka nie jest) i bardzo przyjemnie. Zwykle mam problem z próbą upchnięcia tematów historycznych w realia nowożytności. Riordan jednak udowadnia, że da się to zrobić, nie niszcząc klimatu, a wręcz zachęcając do dalszej lektury. Chociaż żaden ze znanych nam z jego poprzednich serii herosów tu nie występuje, wcale nie odczuwa się ich braku. Narracja Percy'ego i jego szczere spojrzenie na pewne zachowania i występki bogów sprawiają, że stają się nam oni bliżsi. Czy ktoś z Was kiedykolwiek pomyślał, że Hades może być nieśmiały? Że będzie szedł po poradę miłosną do Zeusa? Tego Zeusa, który podrywa dziewczyny przyjmując każdą możliwą formę? Trochę się nie dziwię Percy'emu, że patrzy na boga piorunów krzywym okiem. Mnie też nie zachęcił. Proszę się nie martwić, bogów jest aż piętnastu, każdy znajdzie coś dla siebie.

Od jakiegoś czasu śmiem ogłaszać wszem i wobec, że wujek Rick należy do grona autorów familijnych. Dlaczego? Ponieważ te książki jak dotąd spodobały się u mnie w domu osobom w niemal każdej kategorii wiekowej. Zarówno młodsza siostra jak i mama podchodzą do jego tytułów z niewymuszonym zainteresowaniem. Może to zaleta zabiegów stylistycznych autora, może prawdziwość postaci. Nie wiem, sama nie jestem w stanie w tym momencie być wobec niego obiektywna. Ale coś się musi kryć za tym sukcesem, który zrewolucjonizował podejście młodzieży do historii.
Nie można również zapomnieć o niesamowitej szacie graficznej, jaka zdobi tę pozycję. John Rocco jak zwykle wychodzi czytelnikom naprzeciw, ofiarowując im rysunki powalające na kolana. Jego wersje bogów lubię najbardziej i zawsze, czytając inne książki Riordana, mam je przed oczami. Jestem niezmiernie zadowolona z tej współpracy i mam nadzieję, że panowie jeszcze nie raz pokażą nam wspólny wytwór ich wyobraźni.

Polecam każdemu, kto ma ochotę na odkurzenie sobie bajek starych jak świat, zabarwionych szczyptą współczesności. Bez sztampowych, niemalże homerowskich opisów. Bez poczucia, że obraz bogów kreowano tysiące lat temu, gloryfikowano i osadzano na piedestale. Zajrzyjmy do świata bogów olimpijskich z perspektywy nastolatka, który musi się z nimi użerać na co dzień. Książka warta uwagi, a ja już nie mogę się doczekać, kiedy dorwę w swoje łapki drugą część z tej serii – tym razem o greckich herosach. Zobaczymy, czy Herakles i Achilles dalej są tacy super.

Lubicie grecką mitologię? Jeśli tak, to który mit jest najbliższy Waszemu sercu?